i nieco fotojudeologii

Szalałem sobie ostatnio z pożyczonym Canonem z wyższej półki i chyba już nie tkne swojego aparatu, dopóki nie zarobie na sprzęt podobnej klasy (ale jak już gdzies kiedyś wspomniałem fotografia nie jest u mnie priorytetem). Ok, jasne, nie sprzęt czyni artystę głosi ludowa mądrość, ale nie oznacza ona tyle że trzeba być artystyą mimo sprzętu ale nie bez niego.  Czasem poprostu szkoda patrzeć jak wiele dobrych zdjęć które kiedyś uważałem za dobre, byłoby naprawdę DOBRE gdybym robił je apratem tej klasy – i pytanie – jak bardzo je zmarnowałem robiąć je pstrykawką? Oczywiście wchodzę już w jakąś chorą filozofie fotografii i zaraz zaczne myśleć o tych tysiących-  setek-bardzo dużo-tysięcyliardów zdjęć które byłyby zajebistami zdjęciami ale akurat nie było w pobliżu fotografa z sprzętem który by je uczynił. Dlatego zamiast – po lewej jedna z moich wczorajszych fotografii (cmentarz żydowski w Otwocku).

*

Mam nadzieje że nigdy nie wyremontują tego cmentarza i nie zamienią go w kolejną uporzadkowaną, nudną jak flaki z olejem nekropolie. Taki jaki jest, jest niesamowity – również z względu na ładne nagrobki, a łądne dlatego że chowano tam głównie bogatych Żydów, którym nie pomogły nawet Otwockie Senatoria. A zdjęcie jak malowane i tak mi właśnie mijają wakacje.