Survival-Siege-Horror

Święta były czasem nadrabiania zaległości filmowych – o ile na książki zawsze znajde czas i miejsce, to filmy oglądam nieregularnie, bo przecież nie będe ich oglądał na komórce, w przeciwieństwie do książek tutaj rozdzielczośc karze się szanować. Poszły więc zaległe nowości jak Batman czy Slumdog ale też takie klasyki jak Atak na posterunek 13. Od tego filmu wzioł zdaje się nazwę polski serial „13 postrunek” który zresztą w swoich początkach miał całkiem fajne nawiązania do klasyki kina. W każdym razie „atak na 13 posterunek” wpisuje się w schemat survival-siege-horroru:

*

1. Bohaterowie różnych ras, płci i światopoglądów (często co najmiej jeden antybohater – najczęściej więzień) dostają się i utykają w jednym miejscu użyteczności publicznej (posterunek policji, kosmiczna baza, supermarket, więzienie, poczta)
2. Następuje pierwszy duży atak gangów/zombich/rewolucjonistów/kosmitów/nazistów
3. Ginie cześc bohaterów ( w tym obowiązkowo ten którego uważaliśmy za najbardziej zorientowanego w sytuacji) – reszta bohaterów łamie lody odkrywając swoje prawdziwe ja (bohaterów i tchórzy – obowiązkowo walka o bycie samcem alfa).
4. Następuje decydujący atak czasem połączony z odsieczą tudzież ucieczką (jeśli nastepuje happy end to tylko dla wybranej najczęsciej 3osobowej grupki bohaterów)

*

I mniej więcej ten model fabuły sprawdzi się wam w masie filmów nieważne czy będzie to Pitch Black czy Assault on Precinct 13. Filmem do którego odnosi się ten schemat jest oczywiście „Noc żywych trupów” George’a Romero który wyznacza kanon tego typu filmów. Jednak trudno oskrażyć Romero że był ojcem dla filmów którego często wyglądają jakby scenariusze generował im jeden program (chociaż taki np Dawn of the Dead był całkiem klawy) – przyczyny tkwią chyba gdzieś głębiej. Weźmy np. taki film polski jak „Wolne Miasto” z 1958 – zobaczycie że powyższy schemat sprawdza się w jakiś 90% – dlatego w powyższym schemacie dopisałem poczte (polską w Wolnym Mieście Gdańsku) i hilterowców. Także śmierć przywódcy i zbieranie się polaków na poczcie przypomina jak żywo mechanizmy losu w survival-horrorach. Idzimy głębiej – Nie-boska Komedia, Krasińskiego, której dwie ostatnie księgi można by gładko zeekranizowac na modłe Romero. Mamy wszystko – rządny krwi lud, okopy Św Trójcy, walki wewnętrzne samych obrońców…

… tylko u nas by to nie przeszło. W USA nikomu nie przeszkadza taki kapitan Ameryka, czyli kretyńsko ubrany gościu z majtkami na spodniach w kolorze i wzorze flagi ( u nas jak nic sprawa z art 137 kodeksu karnego). W Europie między historią a popkulturą jest granica działająca bardziej na zasadzie osmozy niż takiego swobodnego przepływu. Granica nazywana dobrym (?) smakiem. Dlatego zawsze lubię patrzeć jak japończycy implementują do popkultury elementy stricte europejskie, mając mniej niż zerowe poczucie tego dobrego smaku. Wychodzą im księża katoliccy rzucający w nieumarłych krzyżami jak shurikenami. Można się pośmiać (z Hellsinga ale nawet bardziej to z  fanów Hellsinga).