Symbian, ewolucja i szachy

Gry na telefon to ciekawa kategoria kultury rozrywkowej z kompleksem młodszego brata. Dla mnie osobiście granie na komórce zdarza się raczej umiarkowanie często – komórka jeśli chodzi o rozrywke, to w pierwszym miejscu służby mi do czytania książek (Qreader) ex aequo z słuchaniem muzyki (moja Nokia N91 naprawdę ładnie gra, zwłaszcza że ma wejście na normalne słuchawki). Czasem jednak człowiek nie ma nastroju/sposobności na te wyższe levele kulturalnej penetracji i sięga po takiego WĘŻA, który w swoich niezliczonych inkarnacjach od kilkunastu lat wciaż rozwala się o własny ogon (obecnie agonie WĘŻA zostały przeniesione do trzeciego wymiaru – SNAKES rządzi, szczególnie na planszy w kształcie sześcianu). Generalnie gra taka najlepiej żeby opierała się na jakieś absorbującej ale dośc prostej czynności, była dzielona na wiele leveli z zapisem/autozapisem żeby w każdym momencie można było ją bezstresowo przerwać i nie zobowiązująco do niej powrócić. No i najlepiej by było gdyby wykazała jaką małą dozę progresu a nie cały czas to samo. Niemal ideałem takiej gry jest symbianowe SPORE, które chyba nie ma dużo wspólnego z komputerową wersją i jest autonomiczną produkcją (co się chwali) – fajnie przechodzić kolejne lewel, pożerając glutem inne gluty (pewnie później gluty przemutowują ale jeszcze wszystko przedemną) . Jest normą że obecenie do wielkich produkcji wypuszcza się ich karzełkowatą wersje  na komórki – ale karzełkowatośc karzełkowatości nie równa.  W dodatku większośc telefonoych gier to produkacje znane już od lat – tak na oko obecne komórki mają możliwości komputerów sprzed około dekady – obliczenia dokonałem gdy zobaczyłem symbianowego Quaka, i to nie gra-karzełka ale QUAKA.  No i czasem zdarzają się prawdziwe samoistne perełki -jak chociażby SPACE IMPACT, – niby zwykły kosmiczny shooter a jednak dbałość o szczegóły i potraktowanie gry nie po mocoszemu powoduje, że z chęcią zagrałbym w to na kompie. W najbliższym czasie zamierzam jeszcze sprawdzić komórkowego Prince of  Persia robionego na podstawie najnowszej częsci gry. Ot taki mały killing spree mający na celu wyłonienie żelaznego kanonu gier jakie będe trzymał na swoim telefonie.

*

*

I naprawdę jak siedzę sobie niemal codziennie w pociągu i patrze na te wszystkie gęby rodaków bez śladowych objawów inteligencji, tracących całe godziny w dniu (przelicz to na lata i całe życie)  na gapienie się przez okno pociągu którę oglądali srylion razy, to naprawdę, reka na twarz, słuchawki z telefonową muzyką na uszy i wykonuje ruch w chessmasterze, na który zaraz odpowiada mi mój telefon, zazwyczaj kopiąc mi tyłek (no, ale wysoki poziom). Ludzie, obecne telefonu to prawdziwe kombajny kulturowe, ogarnijcie się i zacznijcie z nich korzystać a nie ani be ani me ani kukuryku.

7 Comments

  1. rudzielec
    Posted Kwiecień 5, 2009 at 5:58 pm | Permalink

    Ciekawa notka, jak zawsze Twój zmanierowany język rządzi. Ale nie mogę się zgodzić z komentarzem o bezmyślnym gapieniu w okno.
    JA często to robię, nie badając srylionowy raz krajobrazu, bo po prostu rozmyślam o życiu i może też nie mam mądrej miny xD. Może Twoi współpasażerowie też to robią, zamiast grać w głupią gierkę? 😛 Umknął Ci ten aspekt. 😛

  2. Uak
    Posted Kwiecień 6, 2009 at 7:51 pm | Permalink

    Idąc tym tropem – czy kiedykolwiek rozmyślanie nad swoim życiem podczas podziwiania pociągowych plenerów, wyszło u ciebie poza etap smętnego masohizmu /wzdychającego lelum-poleleum i zaowocowało czymś konkretnym (jakąs przemianą, eksytucjąca myślą, decyzją, CZYMKOLWIEK)? Czy pamiętasz o czym myślałas jadąc rok temu autobusem?

  3. rudzielec
    Posted Kwiecień 6, 2009 at 8:00 pm | Permalink

    Oczywiście, że zaowocowało. Wydawało mi się oczywiste, że myślenie rozwija. oo

  4. Uak
    Posted Kwiecień 6, 2009 at 8:27 pm | Permalink

    Ale „zaowocowało” z naciskiem na czymkolwiek wywołaną przez masohistyczne autoanalizy? : d Bo widzisz ja pamiętam swoje wszystkie autobusowe rozmyslania jako jedną-wielką-mase gdzie nie potrafie wyodrebnić o czym myślałem wtedy a wtedy. Oczywiście w tym mule zawsze są jakieś pierwiastki życia (spore, spore spore), ale to nie znaczy że muł sam w sobie jest cacy. To co potrafi wyjśc z mułu może ma jakąś wartośc, ale sam w sobie muł – NIE.

    A dużo większą szanse na wyjście czegoś wartościowego jest albo zaliczenie ksiązki albo gierki w podróży.

  5. rudzielec
    Posted Kwiecień 8, 2009 at 9:17 pm | Permalink

    a ja często zapominam co czytałam w busie, bo nie umiem sie skupic, a gra to gra, tez nie pamietam, w którym dzień jak grałam ;P

  6. Uak
    Posted Kwiecień 9, 2009 at 8:28 am | Permalink

    Ale pamiętasz że zaliczyłaś. : >

  7. rudzielec
    Posted Kwiecień 9, 2009 at 1:20 pm | Permalink

    tak samo jak pamiętam, że rozmyślałam i doszlam do wnioskow 😛

One Trackback

  1. By Światłem Malowane - Zdjęcia Ślubne on Czerwiec 12, 2009 at 7:16 am

    Światłem Malowane – Zdjęcia Ślubne…

    Bardzo fajny tekst. Zapraszam również do siebie….