Wróg mojego wroga

Prehistoryczną formalnością jest wpis do indeksu – a kiedyś będą wspominać nasze roczniki jako brakujące ogniwa między indeksami papierowymi a elektronicznymi, czyli tych, którzy nie dość, że musieli latać za wykładowcami i stać kolejkami w ciemnych korytarzach czekając na wpis to w dodatku USOS robił im zabawne figielki typu 2godzinny lag przy rejestracjach elektronicznych. W każdym bądź razie przy swoim ostatnim wpisie w tej sesji został mi polecany film Walkiria – rzecz o tyle warta wspomnienia, że doktor (polecam wszystkie jego fakultety i seminaria studentom UW) prowadził właśnie zajęcia z granic popkultury, historii i socjologii, i generalnie pochwalił ten film, że nie zrobiono tu Hollywoodzkiej sieczki. I tak mnie zastanowiło-, na czym polega myśl przewodnia tego filmu, którą można uchwycić nawet go nie oglądając a znając tylko z trailerów i plakatów? To gra na oksymoronie – oto DOBRY NIEMIEC. Niemcołaków, szwambirów, teutońskich robocopów mieliśmy już do znudzenia – więc teraz czas pokazać dobrego niemca – próba o tyle karkołomna, że sami twórcy przyznali nie-wprost, że nie mieli, z czego wybierać- Stauffenberg, jaki był każdy (posiadacz google) widzi. Większość realnej opozycji wobec Hitlera to właśnie kręgi konserwatywno-nacjonalistyczne – gdyby taki Stauffenberg żył dzisiaj to byłby w UE zapewne nazywany faszystą i traktowany podobnie jak Jörg Haider. No, ale że zrobił zamach na Hitlera to prezentuje się go jako tego „naszego”. Identyczny chwyt zastosowany w „Oporze” gdzie zaprezentowano sylwetkę WOJOWNICZEGO ŻYDA – skoro większość Żydów zginęła przez swoją karność i pacyfizm to mściciel bez napletka tym bardziej jest w cenie. Swoją drogą Daniel Craig z swoją typowo semicką urodą już drugi raz wciela się w taką rolę- w „Monachium” świetnie odegrał zimnokrwistego Aszkenazyjczyka. Ale przemiana żydów w Żydów to kwestia na inny temat. Na Pardonie ostatnio pojawiał się ciekawy artykuł Paweła Rybickiego o polskich szpiegach (pani szpieg Krystyna Skarbek poniżej – moar), gdzie znalazłem fajny fragment: „Reżyser Jerzy Stefan Stawiński chciał nakręcić film na podstawie wspomnień bohatera (Kazimierza Leskiego). Jednakże nikt nie był zainteresowany wyłożeniem pieniędzy na ten projekt.” – no bo gdzie tu chwytliwy oksymoron w wyrazie POLAK-BOHATER? Jak się krzyżuje siebie od wieków to później próżno oczekiwać od ludzi, że zareagują autentycznym WOW.

*

*

Ps – Ww. filmy mam zamiar obejrzyć niebawem zaraz przed premierą „Bękartów Wojny” organizując sobie minimaraton. Mam nadzieje film dr Tarantino będzie skuteczną odtrutką na bohateryzm tychże produkcji.

2 Comments

  1. defendo
    Posted Marzec 30, 2009 at 11:23 am | Permalink

    Właśnie obejrzałam sobie film „Lektor”, kolejne niemieckie rozliczenie z przeszłością.Polecam.
    Polak-bohater musi cierpieć i najlepiej ponieść klęskę, albo lepiej dwie, do tego być torturowany, z rozwalonym życiem osobistym i w całości rozłożony na ołtarzu poświęcenia. Co ciekawe – ten romantyczny obraz, wymyślony przez romantyzm, wcale nie był w narodzie popularny w XIX w. A dziś nie umiemy się go pozbyć.

  2. rudzielec
    Posted Kwiecień 5, 2009 at 7:43 pm | Permalink

    nie pisze się, ani nie mówi „w każdym bądź razie” oo