Łart

Wczoraj dodałem na DeviantArta swoją ostatnią ilustracje – inspirowaną Dukajowskim „Lodem”. Ostatnią w sensie ostatnio robioną ale zastanawiam się czy też nie ostatnią – w ogóle. Sensowność bytowania na tym serwisie stoi u mnie pod znakiem zapytania,  od momentu kiedy w październiku zeszłego roku wrzuciłem szkic ww. pracki na DA i poprosiłem o wszelkie rady – i oczywiście otrzymałem garść złotych wskazówek spod znaku „BARDZO ŁADNIE!„. Taaa. Dopiero niedawno skomentowano mi rysunek zgodnie z prośbą – zasugerowano co jest nie tak, jak rozwinąć cienie itp – stąd poszedł impuls żeby kurzącą się już prace odnaleźć i dokończyć. Główny paradoks polega na tym dla osób które tak jak ja, które ostatnią plastyke miały w gimnazjum, rysują mało to każda konkretna (bezpłatna – patrz akapit niżej) wskazówka jest naprawdę cenna – niestety przez to że rysujemy mało i bardzo amatorską techniką, mamy mało odwiedzających, bardzo mało komentarzy i niemal nie mamy rad – dlatego szczególnie wątpię w wartość edukacyjną tego portalu. Może mam złe założenie ale z takim podejściem rejestrowałem się tam – tymczasem praktyka wykazała że jest to raczej codzienny festiwal włażenia sobie nawzajem w dupę, gdzie każdy każdemu słodzi, favorki rozdaje się znajomym albo wannehave znajomym. Dołożymy do tego kwestie deviantarta jako ojczyzny mangowych z całego świata oraz to że grafika w przeciwieństwie do tekstu jest bardzo uniwersalnym środkiem komunikacji – stąd uskuteczniona komunikacja obrazkowa z zagraniczniakami, na poziomie de facto – obrazkowym. Między innymi właśnie, dlatego robię zwrot na Digiart – od niedawna tam lurkuje, ale to wystarczy żeby zobaczyć, że komunikacja stoi na wyższym poziomie niż „1. nice pic 2. thanks for the fav”.

*

*

Krótka refleksja ad tworzenia własnej palety zainteresowań – trzeba wszystko przeliczyć. Rysunkiem interesuję się z tego powodu, że jest to tanie zainteresowanie, a jednocześnie bardziej wymagające niż na przykład fotografia. W przypadku tej ostatniej to słuszna jest teza, że to najbardziej demokratyczna z sztuk – teraz KAŻDY, kto ma cyfrówkę stara się realizować artystycznie. I faktycznie, jeśli aparat jest dobry to niewiele trzeba – tutaj przodują wszelakie zoom-fotki kwiatków i oczu. Ja bym sobie może nawet porobił zdjęcia kwiatków – ale fundusze wolę przeznaczyć na rozbudowę inwentarza muzycznego, a mój aparat właściwie służy mi głównie do robienia fotek na allegro oraz skanów rysunków (nie ma to jak przedsiębiorczość). Z ekonomią hobby jest trochę jak z rozdawaniem cech w RPG – ograniczony zasób punktów/kropek, więc trzeba tak kombinować przy rozdaniu mając na uwadze różne synergię, combosy i tak dalej. Oczywiście najbardziej liczy się radość z robienia tego czy tamtego i niezawodny zmysł frajdy powinien nas kierować – skąd jednak mogę wiedzieć czy moją uberfrajdą nie byłoby pływanie własnym jachtem po Oceanii? Ile genialnych muzyków o słuchu absolutnym i małpiej zręczności codziennie ginie bez śladu tylko, dlatego że nigdy nie dano im było sięgnąć po dany instrument? Byt określa świadomość? Kiedyś zastanawiałem się, dlaczego np. taka Finlandia mimo mniejszej liczby ludności promienieje swoją popkulturą dalece dalej niż Polska – może rozchodzi się właśnie o PKB. Z drugiej strony jak się to ma do najbardziej rewolucyjnego gatunku muzycznego, wymyślonego półtorej wieku temu na bagnach Missisipi – bluesa? Materialne uwarunkowania powstawania kultury to ciekawa sprawa – i temat na pracę magisterską – szkoda że średnio z mojej dziedziny.