Cuda na kiju

„Nie tylko w domach chłopów, ale również w miejskich wieżowcach wiek XX przeplata się z XIII. Setki milionów ludzi używających elektryczności nadal wierzą w magiczną moc symboli i egzorcyzmów […] Gwiazdy kina korzystają z usług mediów. Lotnicy pilotujący cudowne maszyny stworzone przez ludzki geniusz, noszą na swych piersiach amulety. W ludziach istnieją niewyczerpalne zasoby ciemnoty, niewiedzy i okrucieństwa!”

***

Trocki słusznie zauważył jedną sprawę – niezależnie od poziomu rozwoju nauki i techniki zawsze część społeczeństwa będzie podatna na różnorakie magiczne cuda na kiju. Trocki był jednak racjonalistą i ten stan rzeczy powodował w napinkę co ładnie wynika w ostatnim zdaniu cytatu. Taką napinkę przeżywa każdy racjonalista, który widzi tak zwany ciemnogród. Notkę piszę właśnie w odpowiedzi na noworoczną dyskusje na blogu WO, w której autor napinał się z powodu polityki HGW odnośnie zakopywania na skrzyżowaniach jakiś radiestezyjnych cudów na kiju które miały zmniejszyć ilość wypadków. Fakt – głupawe. Ale w tym szaleństwie mogłaby być metoda. Wszystkie cuda na kiju mają jakieś oddziaływania. I walić to magicznie, których nie ma. Ważne jest rezonans, jaki dane cudo na kiju ma w społeczeństwie. Inz.mruwnica zadał mi pytanie: co powinno się liczyć dla realisty poza faktami naukowymi „Czyli co jeszcze? Numerologiczny aspekt liczby zgonów? 666 — źle; 777 — dobrze.” Odpowiedź jest prosta – TAK… o ile jest to pogląd podzielany w danym społeczeństwie. To, że niedziela jest dniem faworyzywanym przez polski kodeks pracy też nie wypływa z obliczeń naukowych, tylko z zaakceptowania istnienia cuda na kiju ustalonego przez któryś tam sobór (w ramach konkurencji cudów na kiju, że sobota ma być dniem wolnym od pracy).

***

Dlatego nawet rzeczy nieracjonalne da się realnie wykorzystać, trochę na zasadzie „skoro użyliśmy wszystkich możliwych sposób, teraz lecimy z niemożliwymi”. Skoro faktycznie użyto do poprawienia bezpieczeństwa tych skrzyżowań wszystkich możliwych racjonalnych środków, co nie przyniosło spodziewanych efektów to warto wykorzystać trochę tych nieracjonalnych. Stąd moja teza o efekcie placebo, jakie mogłyby wywołać te cuda na kiju. Człowiek przesądny, który jest przeświadczony o jakiś czynniku, który mu dopomaga (ale nie w stopniu „nieśmiertelność się załącza (to wykańcza)”) jest mniej zestresowany, nie lata mu po głowie kwestia odblokowania swojej czakry drogowej itp. Teza WO/Korwin-Mikkego że jeśli ktoś czuje się chroniony to jest mniej ostrożny to takie uproszczone myślenie a’la gra komputerowa „wpiszę sobie godmoda a później sprawdze wszystkie opcje, w których mógłbym zginąć”. Sry, nie w życiu. Człowiek czy to jadący samochodem czy grający na gitarze robi pewne rzeczy odruchowo i nie myśli w kategoriach „popełnię/nie popełnię błędu” tylko… jedzie, czy to z muzyką czy to dosłownie. Co więcej, jeśli jedzie szybko, to właśnie w momencie rozkimki „popełnię – nie popełnię?” zazwyczaj się kopsa. Człowiek mający dozę zaufania do siebie, sprzętu i warunków zewnętrznych popełnia mniej błędów, niż wypłoch wyglądający tragedii na każdym kroku. Dlatego mając na uwadze, że mimo przymusowej państwowej edukacji większość obywateli nie czai różnicy między radiestezja a radiacją, nie zaszkodzi taki tani (2000 zł) pomysł. Głupki będą szczęśliwe, wykształciuchy też, bo ponapinają się „ha! na mnie takie średniowieczne zagrywki nie działają!„. Głupota ekipy HGW wynika z tego, że zamiast rozważyć kwestie psychologicznego działania takiego cuda na kiju, wydaje się, że liczyli tylko i li na jego magiczną moc i nie obnosili się z faktem wbudowania cudów na kiju w skrzyżowania. Nasuwa się jedno pytanie – trąbka?

***

Najśmieszniejsze jest to, że najpierw WO przyznaje, że sam efekt występuje tylko ma działanie negatywne (pkt2):

*

„1. Taki efekt wymagałby powszechnej wiedzy wśród kierowców, tymczasem Ratusz się z tym raczej nie afiszował. Z tekstu w „Gazecie” wynika raczej, że to ukrywali, bo się wstydzili obciachu.
2. Najgłupszy pomysł na podnoszenie bezpieczeństwa to mówienie ludziom, że coś czuwa nad ich bezpieczeństwem. Wtedy pokładając fałszywe zaufanie w amuletach, kierowcy będą mniej uważać.”

*

A później na pytanie czy w związku z tym publikacja Wyborczej o tym (czyli przedostanie się informacji do obiegu społecznego) zwiększy (jego teza) czy zmniejszy (moja teza) ilość wypadków, WO odpowiada:

*

„Według mnie nie będzie miał wpływu.”

*

WTF? Najpierw piszemy że kierowcy beda mniej uważać jeśli dowiedzą się o cudach na kiju, a nastepnie twierdzimy że efektu (i pozytywnego i negatywnego) w ogóle nie ma? Należy w tym momencie zadać pytanie o egzorcystyczny wpływ Wyborczej która neutralizuje wszystkie czarnogrodzkie memy na swoich łamach i zagina nawet efekt motyla. 😉